Rządy motłochu

Rządy motłochu

Totalnie nie do zaakceptowania – to najczęstsze słowa polityków, policjantów i liderów społeczności lokalnych w dzielnicach objętych zamieszkami. Motłoch podpalał budynki, niszczył samochody, plądrował sklepy przez trzy dni z rzędu. Ludzie potępiają nie tylko bandytów, ale i władze, które sobie nie radzą. Na ulicach i w internecie powtarzano: – Przestańcie się z nimi pier...ć!

Zaczęło się w sobotę w biednej, zdeprawowanej, głównie czarnej dzielnicy Tottenham w północnym Londynie. Kolejnego wieczora w niedzielę zamieszki przeniosły się do sąsiedniego Enfield, Wood Green, Walthamstow, centralnego Londynu i Brixton na południu. Poniedziałkowe popołudnie przyniosło rozruchy w Hackney, a po drugiej stronie Tamizy płonęły budynki w Croydon, Clapham, Peckham i Lewisham. Późno w nocy zamieszki rozlały się na Ealing, w okolicach głównego skweru Haven Green splądrowano sklepy i podpalono kilka samochodów. Tego samego dnia przemoc wybuchła poza Londynem, w oddalonym o 200 kilometrów Birmingham, gdzie młodzi bandyci niszczyli i rabowali sklepy, potem w Liverpoolu, Manchesterze i Bristolu.

Skala rozruchów i zniszczeń zszokowała mieszkańców, polityków, samorządowców. Ludzie są sfrustrowani i przerażeni. Obwiniają policję o brak reakcji, a władzom wytykają kompletną bezradność. Przez trzy dni rządy nad ulicami jednej z największych stolic świata przejęła bezwzględna, zmarginalizowana hołota.

Feralny weekend

Zamieszki w Londynie zaczęły się w sobotę wieczorem po zastrzeleniu w czwartkowe popołudnie, podczas próby zatrzymania, 29-letniego Marka Duggana. Rodzina zabitego i mieszkańcy dzielnicy Tottenham zorganizowali marsz pod miejscowy posterunek policji domagając się wyjaśnienia przyczyn śmierci i sprawiedliwości. Sytuacja wymknęła się jednak spod kontroli, a ognisko konfliktu szybko zamieniło się w pole regularnej bitwy. W kilka godzin od początku starć nad Tottenham unosiły się kłęby dymu, paliło się sześć samochodów, miejski autobus i duży budynek poczty. – Główna ulica wyglądała jak po zamachach terrorystycznych – mówiła naszej dziennikarce Judi Whitehouse.

Mieszkańcy pozamykali się w domach, a po ulicach przez kilka nocnych godzin grasowali młodzi ludzie podpalając samochody i okradając sklepy. – Mieszkam dokładnie naprzeciwko spalonego budynku poczty – opowiada „Gońcowi” Mariola Karaś. – Przeraziłam się, kiedy zobaczyłam spalony autobus, wtedy pomyślałam, że to już nie są żarty. Potem oglądałam wszystko z własnego okna.

To był dla mnie szok – mówi. – Młodzi ludzie biegali jak w jakimś amoku, rozwalali wszystko, co napotkali po drodze. – Widziałam jak jeden nich rzucił w policjantów butelkę, która wybuchła. Nie wiem, co tam mogło być w środku, ale bałam się, że podobnymi będą rzucać także w moje okna.

W samym oku cyklonu znalazł się dom, w którym mieszka Magdalena Ożyńska, która specjalnie dla „Gońca Polskiego” zrobiła zdjęcia z zamieszek w Tottenham. – Kiedy to wszystko się działo, wyszłam na ulice z profesjonalnym aparatem, ale chłopaki w kapturach próbowali mi go wyrwać. Wróciłam do domu po amatorski sprzęt. Pomyślałam, że po niego nie będą chcieli się fatygować, a jak mi go zabiorą, to nic wielkiego się nie stanie – tłumaczy.

Znajomy scenariusz

W niedzielny poranek mieszkańcy nie mogli jeszcze uwierzyć, w to co się stało. – Jestem w kompletnym szoku – mówiła Aisha Berts. – Nie mam pojęcia, co wstąpiło w tych ludzi. Mieszkam dosłownie za rogiem już od sześciu lat. Nigdy, przenigdy wcześniej nic takiego się nie zdarzyło – tłumaczy.

Poza głównymi ulicami, gangi młodocianych bandytów plądrowały też sklepy znajdujące się przy sąsiadujących z Tottenham High Street ulicach. – Rozwalili i okradli wszystkie sklepy w centrum handlowym, w spokoju zostawili tylko Subway, pewnie byli już po kolacji – próbował żartować jeden z mieszkańców. 

– Stoję i się zastanawiam, jak oni zdążyli to wszystko zniszczyć w ciągu zaledwie kilku godzin – mówił z kolei emeryt Ken Leigh.

Tłum na Tottenham atakował policjantów próbujących ich powstrzymać. Dzielnica przez kilka godzin była odcięta od świata. – Nie mogłem wejść do domu przez kilka godzin – opowiadał Juliusz Krawczyk. – Policja przeszukiwała budynki w pobliżu płonącej jeszcze poczty.

Szybko okazało się, że to wcale nie koniec. W niedzielne popołudnie wybuchły zamieszki w Enfield, Edmonton, Walthamstow, Waltham Forest i w Brixton. Prawdziwa eskalacja przemocy przyszła jednak w poniedziałek. Rozruchy zaczęły się po południu i ciągle ogarniały nowe dzielnice w różnych częściach miasta. Wszystko przebiegało według scenariusza z weekendu: podpalano domy, samochody i kosze na śmieci, nastolatki okradały sklepy z elektroniką, sportowymi ubraniami i alkoholem.

Tłum atakował policję i zwykłych przechodniów. W dzielnicy Hackney około stuosobowa grupa wyrostków zaatakowała oddziały policji szturmowej i rozpoczęła demolowanie okien wystawowych na głównej ulicy. Niepokoje rozprzestrzeniły się również na południowe dzielnice Londynu. Ktoś wzniecił wielki pożar podpalając duży sklep meblowy w centrum Croydon. To w tej dzielnicy doszło do pierwszego przypadku śmierci.

W samochodzie na ulicy wielokrotnie postrzelony został 26-letni mężczyzna, który zmarł po przewiezieniu do szpitala. Nie ustalono dotąd, kto do niego strzelał. W związku z jego śmiercią zatrzymano dwóch młodych ludzi, którzy znajdowali się w pobliżu samochodu i mieli przy sobie skradzione towary. 

– W dniu zamieszek nie mogłem z centrum normalnie wrócić do Croydon, po godzinie 22 praktycznie nic tam nie kursowało. Sklep Iceland, w którym robię zakupy, został zniszczony. Jednemu z Polaków, mojemu koledze łobuzy spaliły chałupę. Tak się nie da żyć – żalił się nasz czytelnik.

W nocy z poniedziałku na wtorek fala agresji rozlała się poza Londyn. W Birmingham, gdzie aresztowano 138 osób, chuligani zdemolowali pasaż handlowy i wyrywali ze ściany bankomaty, prawdopodobnie w nadziei na zdobycie pieniędzy. Podobne rozruchy, choć na mniejszą skalę miały miejsce w Liverpoolu. Niespokojnie było również w Bristolu.

Medialny sztorm

Wydarzenia w Londynie i innych brytyjskich miastach nie schodzą z pierwszych stron gazet. Prasa nie ma litości dla młodocianych wandali, co widać po wymownych nagłówkach: „Chuligani rządzą”, „Bitwa o Londyn”, „Zażarci kretyni” czy „Anarchia w UK”. Ostre słowa krytyki padają również pod adresem policji. „Tłum rządzi. Policja oddaje ulice” – piszą gazety, a wtóruje im właściwie cała opinia publiczna. 

Niemal wszyscy podkreślają, że służby odpowiedzialne za przywrócenie porządku są delikatnie mówiąc nieudolne w konfrontacji z chuliganami. – W nocy z poniedziałku na wtorek byłem na Clapham Junction – relacjonował „Gońcowi” operator pracujący dla NBC, Tom Gillmor. – Kręciłem przez 45 minut jak gangsterzy wynoszą z domu towarowego Debenhams całe pudła z kosmetykami, niektórzy z nich nawet nie mieli zakrytych twarzy, mam ich nagranych. Policja nie zrobiła nic przez godzinę. Mundurowi stali i się przyglądali –  opowiada. 

– Po rozbiciu szyb w niewielkim Tesco bandyci wynieśli z niego żywność i alkohol, którym raczyli się na pobliskim skwerze. Ten ich piknik trwał jakieś pół godziny. Policjanci nie reagowali – powiedział naszemu reporterowi wzburzony mieszkaniec Ealingu.Podobne historie docierają z innych dzielnic objętych rozruchami.

Totalna bezkarność

W niektórych komentarzach już powtarzane są słowa wytrychy: „społeczne wykluczenie”, „alienacja”, „brak perspektyw”. Być może to wszystko miało jakieś znaczenie, ale głównym czynnikiem sprawczym była zwykła bezkarność. Uliczne zadymy koncentrowały całą uwagę policji, podczas gdy rabunki dokonywane w sklepach wydawały się motłochowi czymś mniej niebezpiecznym, mogącym ujść na sucho i jednocześnie zyskownym.

W obliczu głównej konfrontacji, podpaleń i bezpośrednich ataków na funkcjonariuszy opróżnianie sklepowych półek było „mniejszym złem”. To dlatego wielu złodziei nie kwapiło się, by ukrywać swoje twarze. Przed sklepami z modną odzieżą i sprzętem elektronicznym wręcz ustawiały się kolejki, w których rabusie karnie czekali na swój czas. „Młodzi ludzie w krajach arabskich walczą o swoje podstawowe prawa. Młodzież w Londynie powstała, by kraść 42-calowe telewizory plazmowe” – napisał ktoś na Twitterze.

W odpowiedzi na bezczynność władz mieszkańcy stołecznych gmin nawołują poprzez portale społecznościowe do organizowania grup samoobrony. Krótki apel o przyjście pod stację Ealing Broadway we wtorek wieczorem i „obronę swojej dzielnicy” spotkał się z olbrzymim odzewem. W różnych częściach miasta pojawiły się również grupy społeczników z miotłami, którzy sprzątali bałagan na ulicach.

Władze powtarzają, że wszyscy, którzy brali udział w rozruchach, zostaną surowo ukarani. Premier David Cameron przerwał urlop w Toskanii i w poniedziałek w nocy przyleciał do Wielkiej Brytanii. We wtorek rano przewodniczył posiedzeniu sztabu kryzysowego Cobra. Szef rządu oświadczył, że w trakcie trwania trzydniowych zajść w Londynie zatrzymano 525 osób. – Jeśli są wystarczająco dorośli, by dopuszczać się przestępstw, to są również wystarczająco dorośli, by ponieść prawne konsekwencje swoich działań – mówił Cameron.

Burmistrz Londynu Boris Johnson nawoływał do postawieniem sprawców zniszczeń przed sądami, a zwykłych mieszkańców namawiał do sprzątania. Urlop przerwała też minister spraw wewnętrznych Theresa May, która zapowiedziała, że nie ma planu skierowania armii na ulice. Oddziały wojska mogą być wykorzystane jedynie na zapleczu, na przykład do pomocy straży pożarnej.

Mimo uspokajających zapewnień we wtorek po południu, tuż przed zamknięciem tego numeru „Gońca Polskiego”, mieszkańcy Londynu przygotowali się do kolejnej trudnej nocy. Ludzie przestali wierzyć władzy.– Dlaczego ludzie nam to robią? Dlaczego niszczą swoje własne miasto? – pytał Wayne Rooney, kochany przez Anglików napastnik reprezentacji. – To wstyd dla całego kraju. Proszę, przestańcie...ska

Źródło: Goniec Polski

  • dodany przez: lukaszhse
    Komentarze: 0
    li.
    8
    2011
    Tysiące osób mogą skorzystać z darmowych szkoleń mających na celu zwiększenie świadomości zagrożeń związanych z azbestem. NATAS we współpracy z Health and Safety Executive-brytyjskim inspektoratem BHP udostępnił za darmo 111 kursów 'Asbestos awareness' -podstawy pracy z azbestem.
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    wrz.
    19
    2011
    Koszt wynajmu nieruchomości w Wielkiej Brytanii wzrósł w sierpniu do rekordowego poziomu. Obecnie przeciętny najemca płaci 713 funtów miesięcznie. W sierpniu ceny wynajmu wzrosły o 1,2 proc. w stosunku do lipca, co jest najwyższym wzrostem w 2011 roku. Jednocześnie eksperci zaznaczają, że koszty wynajmu rosną już siódmy miesiąc z rzędu.
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    wrz.
    8
    2011
    - Problemem jest rozbieżność oczekiwań z realiami. Polacy myślą, że życie jest tu łatwiejsze. Oczekują pracy zgodnej z wykształceniem i kwalifikacjami. A często trzeba zacząć od przyziemnych zajęć – mówi Konsul Tomasz Trafas w rozmowie z Emito.net  
  • dodany przez: setlakpr
    Komentarze: 0
    wrz.
    7
    2011
    Już w tym tygodniu, 6 września, rozpoczął się jedyny w swoim rodzaju konkurs – The Best of Polish Awards, którego celem jest wyłonienie, promocja oraz nagrodzenie najbardziej inspirujących przejawów polskiego życia na Wyspach. Nominacje oraz nagrody będą przyznawane na podstawie głosów oddawanych przez członków polskiej społeczności w Wielkiej Brytanii.
  • dodany przez: caro123
    Komentarze: 0
    sie.
    31
    2011
    Już w październiku rusza angielska trasa kabaretu Ani Mru-Mru. Artyści odwiedzą Bristol, Leicester, Manchester, Sheffield oraz Birmingham. Gwiazdy polskiej sceny kabaretowej wystąpią po raz kolejny na zaproszenie portalu internetowego www.leeds-manchester.pl Zwycięzcy Specjalnej Nagrody Programu 2 podczas Gali Telekamery 2011 cieszą sie niesłabnącą popularnością zarówno w kraju jak i za granica. I nikogo to nie dziwi, ponieważ Ani Mru-Mru to kwintesencja dobrego humoru na najwyższym poziomie, a każdy ich występ gwarantuje co najmniej 2 godziny wyśmienitej zabawy pełnej niespodzianek.
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    sie.
    17
    2011
    Dwóch młodych mężczyzn podczas wczorajszego procesu przyznało się do winy. Zostali skazani i już trafili do więzienia. 21-letni Jordan Blackshaw i 22-letni Perry Sutcliffe-Keenan stanęli wczoraj przed sądem w Chester. Obaj przyznali się do winy polegającej na świadomym namawianiu na portalu społecznościowym Facebook do udziału w zamieszkach ulicznych. Chodzi m.in. o rozruchy w dniu 9 i 10 sierpnia w Northwich w okolicy "maccies". To żargonowe określenie restauracji McDonald w Northwich centrum miasta, gdzie rzeczywiście doszło do zamieszek.
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    sie.
    11
    2011
    Totalnie nie do zaakceptowania – to najczęstsze słowa polityków, policjantów i liderów społeczności lokalnych w dzielnicach objętych zamieszkami. Motłoch podpalał budynki, niszczył samochody, plądrował sklepy przez trzy dni z rzędu. Ludzie potępiają nie tylko bandytów, ale i władze, które sobie nie radzą. Na ulicach i w internecie powtarzano: – Przestańcie się z nimi pier...ć!
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    sie.
    10
    2011
    50 osób - ponad połowa z nich to nastolatkowie - to bilans zatrzymań po ostatnich zamieszkach w Liverpoolu. Była to już druga noc starć w Południowym Liverpoolu oraz Birkenheadzie podczas której młodzieżowe gangi atakowały policję, niszcząc przy tym mienie publiczne oraz prywatne.  Z 50 aresztowań, 27 osób było poniżej 18 roku życia. Najmłodsza osoba to 14 latek a najstarsza 52. Większość zatrzymanych odpowie za zakłócanie spokoju. 
  • dodany przez: admin
    Komentarze: 0
    sie.
    9
    2011
    1:02 - 35 aresztowań łącznie w Merseyside. 1:00 - Cztery aresztowania w Birkenhead w którym grupa ok 100 osób terroryzowała okolice Park Road / Claughton Road. 0:23 - Podpaleniu uległ Mc'Donalds w Birkenhead. Płonie także świątynia Sikhów w okolicach Smithdown Road.
  • dodany przez: dannyB
    Komentarze: 0
    sie.
    9
    2011
    Wszystko zaczęło się całkiem niepozornie ale szybko zamieniło się w noc, która przyniosła wstyd naszemu miastu. Wczorajsza sytuacja widziana oczyma Andrew Cambel'a przedstawia się w następujący sposób.